Autor Wątek: Gołoborze na Szczytniaku?!  (Przeczytany 1906 razy)

Maciek

  • Administrator
  • Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 67
    • Zobacz profil
    • Email
Gołoborze na Szczytniaku?!
« : Luty 20, 2010, 05:40:28 »
Chciałem w tym miejscu zapoczątkować ciekawe wrażenia i pełne przygód opowieści z godnych polecenia miejsc i szlaków w Górach Świętokrzyskich. Wiem, wiem, pewnie większość oczekuje jakieś sprinterskiej czy zimowej relacji z najwyższego pasma czyli Łysogór, ale zarówno Łysica (612 m n.p.m.) jak i Św. Krzyż zwany też Łyścem czy najczęściej Łysą Górą (595 m n.p.m) gdzie jest klasztor, kamienny krąg czy mocarny przekaźnik RTV, nie są jedynymi gdzie można spotkać Gołoborza…  ;)

Dokładnie, nic bardziej mylnego!   ;D Pragnę z ogromną przyjemnością podzielić się z Wami moją opowieścią z wczesnojesiennej wyprawy na Szczytniak, a właściwe z przejścia całego Pasma Jeleniowskiego. Od zawsze mnie ciekawiło, jak wygląda od środka drugi, co do wysokości i długości, łańcuch górski w woj. świętokrzyskim. Nie znałem nikogo przez 25(!)  :P lat mojego mieszkania w Kielcach, kto by cokolwiek wiedział o tym terenie.

Najdalej na wschód, z pośród wysokich, wysunięte pasmo górskie, właściwie graniczące już z Wyżyną Sandomierską, wydaje się, że bliższe jest mieszkańcom Sandomierza czy Ostrowca Świętokrzyskiego niż Kielczanom. Wrześniowym rankiem kilka lat temu, jak już mieszkałem w woj. śląskim przyjechałem w rodzinne strony i razem z kuzynem i naszymi dwoma koleżankami wyruszyliśmy zwykłym PKSem na Opatów. Postanowiliśmy, że pojedziemy na sam koniec pasma, a potem będziemy się wracać w stronę Nowej Słupi, skąd na pewno będzie jak wrócić. Czuliśmy się hmm…  dziwnie.  :o  Jechało się dobrze ponad godzinę. Aż ujrzeliśmy koniec Gór Świętokrzyskich. Bez problemu znaleźliśmy początek Głównego Szlaku prof. Massalskiego w Gołoszycach, który ciągnie się przez całe pasmo Jeleniewskie, Łysogóry, aż hen po Kuźniaki za Górą Perzową na zachodzie Gór Świętokrzyskich. Początkowo, z lekka prosta gruntowa droga, wśród pól, po bokach dostojna aleja dębów, buków czy topoli przekształca się w delikatne meandry na kształt sandomierskich wąwozów wiślanych i stopniowo zaczyna pnąć się w górę. Po prawej pola, po lewej też, ale nad tymi drugimi widać początek Gór Świętokrzyskich i pierwszą górę w Paśmie Jeleniowskim – Truskolaskę (448 m n.p.m.). Wchodzimy w las. Jest ciepło, zachmurzenie średnie, robi się coraz stromiej, ale droga jakby węższa, choć już nie gruntowa, bardziej klasyczna leśna ścieżka, raz węższa raz szersza. Następnie jeszcze wyraźnie widać pochyłość, im wyżej tym więcej jodeł, a mniej buków. Zauważamy, że byłby to trudny odcinek na podjazd rowerami! W końcu stajemy na krótki odpoczynek na, jak to dziewczyny ujęły, „truskawkowym szczycie”, gdzie jednak nie ma ów owoców, no chyba, że w jogurcie…  :D Wyraźnie widać, że nasz czerwony szlak biegnie dalej grzbietem. Patrzymy w jeszcze bardziej porośniętą ciemną gęstwinę leśną, obłoki przemykają po niebie, wiatr gdzieś na głowami głaszcze korony wysokich drzew. Idziemy więc dalej. Im dłużej się idzie, tym mamy nie odparte wrażenie, że to wprost wymarzona trasa na rower, łagodne zjazdy i podjazdy, szeroka w miarę droga, nieco kałuż, brak błota no i te drzewa, coraz wyższe, raz bukowe raz jodłowe.

Następna góra na której przycupnęliśmy to Wesołówka (469 m n.p.m.). A i owszem było wesoło, dziewczyny poczęstowały nas kanapkami, a my je bułkami, sęk w tym, że nikt nie miał napojów kolorowych, tylko samą wodę mineralną. Nie ma co jednak narzekać. Spotkaliśmy jedynych, jak się potem okazało, ludzi, od dwóch rowerzystów na „góralach” pędzących w przeciwną stronę wesoło nas powitali. Też byli zaskoczeni, że kogoś spotkali… :)  Odcinek z Wesołówki dalej na zachód, no cóż, to chyba największa niespodzianka jak dla mnie. Na początek powoli teren opada, potem wije się zakrętami, pojawiają się wyraźnie kamienie na szlaku, korzenie, dziwnie rosnące drzewa, w mgnieniu oka las gęstnieje, jesteśmy otoczeni szczelnymi ścianami prastarej puszczy, bez wątpienia to rezerwat i rdzeń Jeleniewskiego Parku Krajobrazowego. Zatrzymujemy się w bez ruchu. Cisza absolutna. Słychać las. Jego naturalny odgłos. Coś pięknego! A te promienie świetlne, zanikające w puszczy. Zebrało się jednak z czasem nieco chmur, trochę kropi, choć i tak nie widać nic nieba przez te potężne drzewa. Robi się na serio pod górkę, gęstwina zostaje w tyle, drzewa jakieś osobliwe, widać rezerwat, ale tylko już tylko na północ od grzbietu, piękne zbocze w lewej, no i jest cel naszej wyprawy główna i najważniejsza nasza kulminacja, Góra Szczytniak (554 m n.p.m.).  ;D

Szczyt ciekawy, widać na niej, że dochodzi inny, bardzo ciekawy(!) czarny szlak, wprost z Nowej Słupi (tak na serio to dalszej jeszcze  z Chełmowej Góry, gdzie rośnie unikatowy Europie – modrzew!) północną ścianą góry. Jest tabliczka, mnóstwo jagód, zaraz dziewczyny się na nie rzucą, ale patrzymy uważnie pod nogi, a tu… tak, Gołoborze! Może nie takie imponujące jak w Łysogórach, może nie tworzy takiego rumowiska jak na północnej ścianie Łysicy czy Św. Krzyża, ale jest! Zbudowane w całości z kwarcytów kambryjskich skupiska, subtelnie wystają spod ziemi ubrane w  skały i kamienie. Są mniejsze niż na Łysicy, ale widać, że w jednej rodziny. 600 mln lat, budzi szacunek… Bardzo osobliwy widok. Dookoła nieliczne drzewa, połamane przez wichury czy burze, do tego runo, ziemia i te skałki. Zaczyna się przejaśniać i po długim odpoczynku zaczynamy dość strome zejście, idąc dalej widać Pasmo Orłowińskie(!),  ;) bardzo ładne panoramy. Naszą ostatnią górą jest Góra Jeleniewska, której nazwa pochodzi od wsi Jeleniów, gdzie istotnie widywane były blisko podchodzące jelenie i sarny, to właśnie one są symbolem Gór Świętokrzyskich czy świętokrzyskiego oddziału PTTK.

Góra Jeleniowska (533 m n.p.m.) jest nieco odosobniona, oddzielona jest od naszych przebytych gór wąską przełęczą no i rzeczką, przez którą się przeprawiliśmy.. Tak więc trzeba było się na nią nieco namęczyć wchodząc dalej. Taki łagodny stożek. Na jej szczycie kiedyś odbywały się praktyki słowiańskiego kultu pogańskiego, jak na Łysej Górze zbudowano klasztor. Tu także są kamienie, ale małe i nie dużo. To dość szeroki szczyt, spokojny i jasny. Tam jemy ostatni posiłek i schodzimy do Dębniaka i łapiemy busa z Nowej Słupi do Kielc, pełnego nieświadomych „łysogórskich” turystów, że wracamy z 15 km trasy, sąsiedniego, drugiego co do wysokości pasma Gór Świętokrzyskich. Naprawdę można odpocząć psychicznie. A i Gołoborze mile zaskoczy, czy te niesamowite lasy bukowo-jodłowe. Szczególnie wiosną i jesienią prezentują się wyjątkowo pięknie i soczyście  :) . Polecam gorąco!  8)

Oto kilka przydatnych linków informacyjnych i zdjęciowych:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pasmo_Jeleniowskie

http://pl.wikipedia.org/wiki/Go%C5%82oborze

http://pl.wikipedia.org/wiki/Szczytniak

http://pl.wikipedia.org/wiki/Czerwony_szlak_turystyczny_Go%C5%82oszyce_-_Ku%C5%BAniaki

http://www.pk.kielce.pl/park_jeleniowski_wiadomosci_ogolne.html

http://www.otimo.pl/pl/galeria-fotografii/33-pasmo-jeleniowskie

http://www.swietokrzyskie.pl/


« Ostatnia zmiana: Lipiec 22, 2011, 07:58:16 wysłana przez Maciek »

Filipo

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
    • Zobacz profil
Odp: Gołoborze na Szczytniaku?!
« Odpowiedź #1 : Kwiecień 09, 2018, 01:21:49 »
Interesująca historia :D zawsze z przygodami , tak najlepiej :)

babajaga00

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
    • Zobacz profil
Odp: Gołoborze na Szczytniaku?!
« Odpowiedź #2 : Maj 28, 2018, 01:08:53 »
eee ja tam bym się cieszyła gdyby nikt nie miał kolorowych napojów :P toż to sama chemia! No ale wypadzik fajny :) zazdroszczę.