Autor Wątek: Pasmo Pewelskie i Lasek, listopad 2010, podsumowanie  (Przeczytany 2125 razy)

Maciek

  • Administrator
  • Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 67
    • Zobacz profil
    • Email
Pasmo Pewelskie i Lasek, listopad 2010, podsumowanie
« : Listopad 23, 2010, 07:26:09 »
Co prawda chatka studencka „Lasek” leży w masywie Koszarawskiego Gronia i jak cała Koszarawa należy do Beskidu Żywieckiego, to jednak najwięcej czasu no i najciekawsze widoki uświadczyliśmy w Paśmie Pewelskim, który jest w Beskidzie Makowskim, toteż podsumowanie jest właśnie tu, a nie nigdzie indziej.  8)

Dzień przed wyjazdem z Katowic otrzymałem telefon od Adma_guida z Częstochowy, który ogłosił, zaplanował i miał przewodzić tej eskapadzie, że niestety, nie będzie w stanie ruszyć z pod Jasnej Góry… i że ja mam się „zająć” wyprawą. Pozycja zobowiązuje.  ;)  No, cóż, nie jestem ekspertem od Beskidów, a już na pewno nie od Beskidu Makowskiego, którego prawie w ogóle nie znam…

No, ale po kolei, na dworcu w Żywcu czekała, już na tradycyjnie opóźniony pociąg ze mną, Błażejem i Willym, dzielna damska część naszej ekipy w postaci Krysi i Agnieszki. Dziewczyny wyjechały gdzieś spod Suchej Beskidzkiej czy Zakopanego o bliżej niewyobrażalnej porze… Wyglądały na pełne energii, mimo to. Co prawda Krysię już znaliśmy wcześniej, bo nie raz pokazała jak można się poruszać i przeciskać z tatrzańskich jaskiniach, to jednak, nie było okazji do tej pory razem wędrować po Beskidach. A tu dwa dni i do tego jeszcze jej nowa koleżanka Agnieszka. Przyznam, że było to pewne wyzwanie logistyczne i górskie. Busem dojechaliśmy do Mutnego i oglądając bardzo stromą, opadającą sporą płytą południową ścianę końca Pasma Pewelskiego, ruszyliśmy dość konkretnym podjazdem w górą tuż nad zakrętem i mostem na Sopotni. Już po kilku minutach weszliśmy w las żółtym szlakiem, gdzie bardzo stromym i śliskim podejściem zaczęliśmy podchodzić zboczem na grzbiet. Nagle znaleźliśmy się w środku wysokiego, ale niezbyt gęstego lasu. Morze pomarańczowych liści pod nami. Tam był krótki odpoczynek i bitwa na liście jak dzieci (chętnych tej potyczki zapraszam do galerii, link pod koniec tego postu).  :)  Pogoda dość wietrzna była cały dzień, ale z biegiem czasu było coraz cieplej i słoneczniej. Na niebie były chyba wszystkie możliwe kolory chmur. Najlepiej obrazują to widoki i zdjęcia z pod Janikowej Grapy 737 m n.p.m., gdzie jest spore platou i kłody po ognisku. Tam rozłożyliśmy mapę i szamaliśmy małe co nieco. Dobre tempo, bardzo dobra ubita, przyzwoicie szeroka droga gruntowa i coraz ciekawsze widoki szły w parze w naszym samopoczuciem. Tuż przed i za Garlejowym Groniem 730 m n.p.m. pojawiały się coraz częściej rozlewiska, błoto i małe bagna na drodze. Ciekawostkę stanowią dość wysoko postawione w tej okolice nielicznie domostwa. Nie wiem jak ludzie w zimę tam sobie radzą. Cóż, widzą co robią. Bardzo ładny widok jest tam na całe pasmo od Jałowca, poprzez Babią, Mędralową aż po Pilsko. Wyraźnie słońce zaczęło panować, las się przerzedził i z naszej lewej strony i ujrzeliśmy za Bigoską 742 m n.p.m. Beskid Mały w niemal całej okazałości!  ;D  Na najwyższej kulminacji tego masywu jak i tej części Beskidu Makowskiego, a więc Bąkowie 766 m n.p.m. dosłownie walnęliśmy się na trawie…  :D  Twarożek, kawka i baloniki. Urządziliśmy małą ucztę. Oj, pojedliśmy nieco i napoiliśmy nasze gardła, nie tylko herbatą z termosów.   ;)  A potem po przejściu przez Ubacz i Gachów Groń ruszyliśmy już niebieskim szlakiem do Huciska. To było bardzo malownicze zejście i symboliczne. Tam po przejściu przez tory kolejowe, należące do jednej z najpiękniejszych tras tego typu w górach i w Polsce (linia Żywiec – Sucha B.), poszliśmy już w Beskid Żywiecki zielonym szlakiem do Koszarawy Cichej.

Droga spokojna, dużo mchu, zieleni, mało liści, więcej drzew iglastych, wysokich wiecznie zielonych. Dotarliśmy do granicy woj. śląskiego i małopolskiego Szlaku Papieskiego. Było dość późno, we wsi jedyne(!) miejsce z gorącym posiłkiem zamknięte więc zapadła jedyna możliwa decyzja – idziemy wzdłuż drogi i wsi do szlaku żółtego i tam podchodzimy na Lasek. Muszę przyznać, że zwłaszcza patrząc na wygłodniałe niewiasty no i Willego, który niemal wył z głodu po irlandzku, byłem bardzo mocno zawiedziony bazą gastronomiczną w Koszarawie… No tak dalej być nie może!!!  :o ??? :P :-[ :-\

Po zakupach w sklepie spożywczym wreszcie znaleźliśmy żółty szlak i po kilku chwilach niemal wylądowaliśmy w rzecze. Uwaga! W tym miejscu jest zerwany most (powódź, maj br.) i trzeba było skręcić w lewo, jakieś 50 m i tam po kamieniach, niemal po ciemku, przedarliśmy się na drugą stronę. No byłem zaskoczony. W sumie pozytywnie. W trakcie podejścia na Lasek wyszedł księżyc, celowo zboczyliśmy z żółtego szlaku i znaleźliśmy się na drodze „na strzałkę” na Zapadliska 790 m n.p.m. To dość ciekawy wierzchołek, niebanalne widoki na Pewel, Żywiec, a i Koszarawę też było widać. Tam wiało dość ostro. Po odnalezieniu ponownie naszego szlaku, już bardzo fajną, leśną, klasyczna do bólu drogą, ruszyliśmy do naszego kultowego domku… legendarnej chatki studenckiej „Lasek”. Już po drodze za nami, podobnie jak my z czołówkami, szła jakaś ekipa, tyle, że wyraźnie śpiewająca, co zapowiadało ciekawy wieczór…  ;)

Lesio po tym ujrzał kawałki kupy na deskach drewnianej chałupy, którą ktoś wniósł, przywitał nas gromkim „(…) no k….a jego mać, kto mi g….o wniósł! (…)” Trudno o cieplejsze powitanie, ale jak się okazało, druga ekipa, która szła za nami i pokazała, co wzięła ze sobą na noc, wyraźnie poprawiła humor przesławnemu gospodarzowi. A były to „Młode Wilki” czterech chopa i dwie dzieuchy w Katowic i Chorzowa. Ubrani na czarno, ale weseli, bardzo weseli ludzie.   ;D Po ulokowaniu naszych rzeczy na górze, samoobsłudze w czymś co przypominało kuchnię, spożyliśmy coś na kształt kolacji. Nie zabrakło wspólnych tematów w jadalni w Młodymi Wilkami! Prawdziwą sensację stanowił doktorat z teologii Agnieszki i opowieści Willego o nauce angielskiego w Chorzowie. Błażej nie odmówił kilku partyjek szachów naszym współbiesiadnikom, które z resztą i tak wszystkie wygrał. No szczerze mówiąc, jego przeciwnicy byli już mocno, powiedzmy, rozweseleni. Mnie i Krysię ujęły... króliki! Były ogromne.  :o  Pośród piwa, śmiechów, szachów, baloników i królików biegał gdzieś mały bobas za piłką…
Wieczorna część wydarzeń na Lasku to już esencja tego miejsca. Mottem tego miejsca jest hasło „Zakaz pica alkoholu w małych ilościach”. I coś w tym jest!  :)  Dwie zabawy taneczne jednocześnie w sąsiednich, a czasem w jednej sali, disco i salsa kubańska na przemian jak i razem(!). Trzy, a nawet i cztery gitary i trzy różne, wyjątkowe zespoły grające i śpiewające wszystko co się da! A cóż tam nie było! Klasyka od poczciwego Hey’a poprzez Perfect, Lady Pank, Budkę Suflera, Kult, po... Dodę i Mydełko Fa.   ;)  Ale, był i The Animals, Pink Floyd, Metallica, a za połączonymi siłami moimi   8)  i Willego zabrzmiał na Lasku The Beatles… Do tego tańce, śmiechy, dysputy, dyskusje, wszystkie rodzaje alkoholu no i ten młody chłopaszek w kapturze, którego ciągle ktoś gdzieś prowadził i jak się zatrzymał to natychmiast wymiotował. Świetnie bawił się wspomniany bobas z balonikiem i milusińskimi królikami… Ale absolutnym hitem, który ściął z nóg wszystkich, bynajmniej nie od nadmiaru alkoholu, był… Sylwester urządzony przez grupę „Młode Wilki”. Mało tego, oni urządzili go dwa razy z rzędu!!! Pełny profesjonalizm, konfetti, chińskie czapeczki, gwizdki, szampan i to odliczanie… Co za noc.  ;D

Lesio z rana klął jak szewc. A to ktoś trzaskał drzwiami, a to barierka do WC złamana, a to ktoś mu nabrudził w łazience (…). Jeden chłopak przyniósł kieliszek Lesiowi, na co właściciel „(…) żeby chociaż w nim coś było…(…)”. Cóż można dodać. A można, bo po nas była impreza dla lekarzy i medyków… Wolę nawet nie myśleć co się tam działo. Bawiliśmy się świetnie!  :D

W sobotę rano, po bardzo obfitym śniadaniu ruszyliśmy do Przyborowa, gdzie obok bardzo ciekawie płynącej rzeki, uzupełniliśmy zapasy i zaczęliśmy długie podejście na Przyborowiec 882 m n.p.m., po drodze mijając ciekawą kapliczkę. To była bardzo ciepłą, niemal bezwietrzna sobota, absolutnie słoneczna. Bardzo. Na szczycie, skąd jest moim zdaniem chyba najbardziej imponujący widok na Pilsko, odpoczęliśmy trochę. Niebanalnie prezentowała się też Romanka. Co za słońce! W połowie listopada! Zeszliśmy już do Korbielowa także żółtym szlakiem. Potem bus i pociąg. I tyle.

To była bardzo udana, wesoła, dwudniowa, zaskakująco ciepła i słoneczna wyprawa już jakby poza zasadniczym sezonem. Piękna kropka nad „i”. Fantastyczna trasa widokowa, ale i rowerowa! Polecam też wszystkim nocleg na Lasku i jego galerię na stronie internetowej: www.lasek.102.pl Także i ja zapraszam bardzo gorąco do przejrzenia zdjęć z tej wyprawy w naszej galerii COG, gdzie na jednej fotografii jesteśmy wszyscy z naszej ekipy z Lesiem:
http://www.cog.org.pl/galeria/index.php/Beskid-Makowski

Jeszcze raz dziękuję Agnieszce, Krysi, Błażejowi i Willemu za przednie towarzystwo i udział w tej listopadowej wyprawie! :D
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2011, 08:58:08 wysłana przez Admin »

Malina

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 2
    • Zobacz profil
    • Organizacja przyjęć
Odp: Pasmo Pewelskie i Lasek, listopad 2010, podsumowanie
« Odpowiedź #1 : Luty 11, 2015, 12:40:27 »
Witam,

fajny post. Ciekawie opisane i czyta się przyjemnie.


http://zomerska.pl/ | Aleksandra Watras - psychoterapia psychodynamiczna
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 18, 2016, 07:37:34 wysłana przez Malina »

maxior

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
    • Zobacz profil
Odp: Pasmo Pewelskie i Lasek, listopad 2010, podsumowanie
« Odpowiedź #2 : Kwiecień 24, 2018, 03:26:51 »
Bardzo fajnie sie czyta, lubie takie wpisy:)

PolskiSzczur

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Odp: Pasmo Pewelskie i Lasek, listopad 2010, podsumowanie
« Odpowiedź #3 : Czerwiec 18, 2018, 05:34:30 »
Czytając tego posta czułem się jak 20 lat temu, w szkole. Dosłownie, napisane jak wypracowanie na polski.  8)

jan.sadecki7

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
    • Zobacz profil
Odp: Pasmo Pewelskie i Lasek, listopad 2010, podsumowanie
« Odpowiedź #4 : Lipiec 01, 2018, 02:07:06 »
Historia trochę jak ze szkolnych opowiadań Chotomskiej :) Bardzo dobrze się czyta, jakby się było na miejscu. Czekam na więcej relacji.

Pozdrowienia dla wszystkich uczestników.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 01, 2018, 02:10:55 wysłana przez jan.sadecki7 »