Autor Wątek: Relacja z 12 Krakowskiego Festiwalu Górskiego 5-7.12.2014  (Przeczytany 1550 razy)

Maciek

  • Administrator
  • Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 67
    • Zobacz profil
    • Email
Relacja z 12 Krakowskiego Festiwalu Górskiego 5-7.12.2014
« : Grudzień 12, 2014, 04:23:44 »
Tegoroczny, 12 już Krakowski Festiwal Górski był dość skromny i stonowany. Zwłaszcza w porównaniu do zeszłorocznego, gdzie mieliśmy bardzo dużo emocji, debat i jeszcze więcej ludzi, którzy nie mieli najmniejszych szans, aby zapłać się na spotkanie dotyczące tragedii na Broad Peak, a zwłaszcza przyszłości Polskiego Himalaizmu Zimowego.

W tym roku można było odnieść wrażenie, że miejscami sale wykładowe, ale i główna – pokazowa, były nieco za duże. Ale to dobrze, było bardzo przyjemnie i sympatycznie.  I tak jeśli chodzi o salą główną to prelekcje, a zwłaszcza pokazy filmowe stały na bardzo wysokim poziomie, często dosłownie, a do tego jakby baśniowe… To zasługa w większości coraz lepszego sprzętu video, techniki filmowania czy fotografii.

Już w piątek mieliśmy okazję oglądać przepiękne ujęcia kamery i zdjęcia robione także z helikoptera, które uwieczniły klasyczne przejście przez tzw. „kompressor” na szczyt Cerro Torre w wykonaniu Austriaka Davia Lamy. Potem z Andów Patagońskich w Ameryce Południowej przenieśliśmy się w Alpy, gdzie mamy największą ścianę w Europie. Mowa oczywiście o północnej, liczącej ponad 1800 m - Nord czy MordWand, słynnej ścianie góry Eiger. Co tam nowego? Ano z prawej strony, ambitną drogą (VIII+) wszedł na skalnego, wystającego grzyba  i… zeskoczył ze spadochronem, wielki fan basejampingu Szwajcar Stephan Siegrist. W ogóle oba pokazy miały coś z kina IMAX 3D. A kto wie czy nie 4D?  :P Super się to oglądało na dużym ekranie. Polecam!

Gwoździem programu soboty na pewno był wieczorny i iście gwiazdorski pokaz wybitnego alpinisty Alexa Hubera, który po 10 latach zawitał do Krakowa.  Ciężko sobie wyobrazić jak on to robi?! Szacun  :D. Piękna górska kariera, ogromny wkład do światowego alpinizmu. Godne uwagi były też pokazy, zwłaszcza zdjęcia Konrada Ociepki z drogi „Freerider” na mocarnej i gładkiej ścianie El Capitan w masywie Yosemitów w USA. Przejście klasyczne, zwłaszcza w rejonie tzw. „Monstera”, niewielkiej rysy, szczeliny, do tej pory budzi ogromny respekt. Zabawny i podejrzanie zwyczajny, ale piękny widokowo był film i zdjęcia ze zjazdu na nartach z ośmiotysięcznika Cho Oyu w Himalajach Olka Ostrowskiego z KW Kraków.
Ciekawy był też pokaz dokumentu o Jurku Kukuczce w reżyserii Pawła Wysoczańskiego. Film pokazujący go jak normalnego człowieka, a nie Boga. Prosty, krótki dokument, dobrze zrobiony. Świetna robota! „Jurek” - to taki ukłon dla tego Polaka i Najwybitniejszego Himalaisty Wszechczasów w 25 rocznicę jego śmierci, która minęła 24 października, o czym wszyscy świetnie wiemy, bo to nasz patron  :).

W niedzielę mieliśmy ciekawy film „Halny. Morfologia tematu” w reżyserii Wojciecha Jachymiaka. Diamentem niedzieli z całą pewnością był pokaz absolutnej legendy światowego himalaizmu - Krzysztof Wielicki, który w zabawny sposób opowiadał  o wprost niewiarygodnych przygodach jego górskiego życia, w ogóle życia. Od Sokolików w Sudetach, poprzez znajomość na studiach z…. Wandą Rutkiewicz i jej rekomendacją w KW Pana Krzysztofa, no a potem Tatrami itd. itp.  Dystans i humor dumy KW Katowice był potrzebny by jakoś starać się pojąć ogrom światowych dokonań, ale i emocjonalnych przeżyć, różnych dodam, które zawsze towarzyszyły tej klasy himalaiście. Od samych pionierskich, zimowych czy solowych przejść, jak i klasy partnerów wspinaczkowych na zdjęciach mogło się w głowie solidnie zakręcić…  Okazją nakręcenia filmu, który dowcipnie komentował Pan Krzysztof była premiera książki „Krzysztof Wielicki -  Moja Droga” wywiadu rzeki, która z mistrzem przeprawiał Piotr Drożdż. Biografię bez trudu można było kupić, poprosić o autograf i porozmawiać z jej bohaterem. Na tym festiwalu miała bowiem światowa premiera tej książki. Ja osobiście kilka razy niemal wpadłem na tą chodzącą legendę, raz idąc ze stołówki z człapiącym półbutem, bo… oderwała mi się podeszwa  ;D. Widać, że ludzie z gór przyjechali do Krakowa, zażartowałem  ;). Dość osobliwa i zabawna sytuacja (…). Także i Krzysztof Wielicki często nawiązywał do jego kontaktów i relacji z Jerzym Kukuczką podczas swojego pokazu.

W końcu w salach u góry, nr 8 i 9 były bardzo ważne prelekcje i wykłady, okraszone wybitną analizą fotograficzną, wykresami, mapami dotyczące wspinaczki, głównie w Tatrach, jak i zagrożeń lawinowych. KW „Kraków”, PZA i TOPR byli bardzo, ale to bardzo silnie w tym roku reprezentowani. Wprost chirurgiczna analiza błędów, lawinowych i wspinaczkowych! Pod każdym względem, na każdym etapie! Były i brawurowe, śmieszne, ale i straszne (głupie) wpisy i filmiki różnych anonimowych zdobywców i to, jak wiele mieli  szczęścia… Szczególne wejście na Kazbek w krótkich spodenkach bez raków i z krwawiącym kolanem. Kawał dobrej roboty, zwłaszcza Piotr Sztaba z KW Kraków, dla mnie mistrz, mentor – w bardzo przystępny sposób pokazał różnice między wspinaczką na ściance, a tą na Jurze czy głównie w Tatrach - zwłaszcza przy deszczowych czy zimowych warunkach.  Dodam warunkach, które dynamicznie się zmieniają! Zabrakło analizy błędów przy tzw. „patentowaniu”, co jest jednak osobnym, bardziej praktycznym zagadnieniem (…). Bezpieczeństwo jest kluczową kwestią i „Safety First” to nie jest „czcza gadanina”, jak mawia ks. kard. Sodano  :D.

Silnią reprezentację wystawiła także ekipa z ruchu i fundacji „Nasze Skały”. Była okazja, aby nie tylko podzielić się owocami obrony skał przed ich prywatnymi właścicielami, ale i różnego rodzaju ciekawej współpracy, aby możliwie jak najwięcej terenu do wspinania udostępnić łojatnom, jeśli się da za darmo lub symboliczną opłatą. Tak na Jurze, jak i w Sudetach. „Nasze Skały”, zaprosiły także gości specjalnych, podobną instytucję, która działa w Tyrolu „Clambing.Paradise”. Austriacy mają kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset razy większe, wybitne formacje do każdego rodzaju wspinaczki, dla każdego, na każdym etapie w Alpach, ale…. Wyraźnie zazdrościli nam tego, że mamy w Polsce w większości lasy państwowe. Problemy z ekologami są podobne, jednak współpraca z prywatnymi właścicielami była i nadal gdzie niegdzie jest sporym zadaniem ekipy z Innsbrucka. Bardzo mili ludzie, świetnie rozumiejący potrzeby polskich fanów wspinaczki! Paczka z pod słynnej skoczni Bergisel zwierzyła się nam z tego, że część właścicieli dopiero od nich się dowiedziała, że ma na swoim terenie atrakcyjne wspinaczkowo tereny….  Do tego biurokracja i bezpieczeństwo – nie ma co narzekać na Polskę! Serio  :P.

Oczywiście nie zabrakło Mistrzostw Polski w Bulderingu, kiermaszu wszystkiego co ma coś wspólnego z górami. Ciekawostką jest druga ścianka wspinaczkowa miejscowej „Fortecy”, która nie daje z mieście za wygraną i otworzyła drugi panel w Krakowie na Podgórzu przy ul. Ludowej 7. 

Jednak najbardziej charakterystyczne, prócz wyjątkowo bogatych wykładów wspinaczkowych i lawinowych, jak i zjazdach na nartach czy skokach basejump z bardzo wysokich i trudnych gór, to kluczowe dla 12 edycji KFG z całą pewnością były już zrealizowane projekty i przyszłe z ramach Polskiego Himalaizmu Zimowego do 2020 roku. Kompan himalajski i biznesowy Ś.P. Artura Hajzera – Janusz Majer -  wraz z Januszem Gołebiem pokazali nowe, bardzo ciekawe pod kątem stylu alpejskiego zimowego 6-cio tysięczniki, nie tyle w Himalajach i Karakorum, co w Hindukuszu, a zwłaszcza Pamirze. Piękne góry! Bez nazwy. Nikt nie tyko nie był na nich nigdy, bo i nie ma żadnej wytyczonej drogi, ale co więcej, nikt w ogóle za zaglądał w niektóre doliny! Od czasów Aleksandra Macedońskiego (Wielkiego) nikt tam nie był... Gatunek ludzki tam nie dotarł  :o. Kto wie co i kto tam czyha? A czort go wi! Oto przed Polakami otwierają się nowe horyzonty, także eksploracyjne  :D. I te kompletnie nieznane 6-cio tysięczniki w spokoju i kameralnie można zdobywać w stylu alpejskim zimą, bez komercji, pozwoleń, terrorystów czy wojska. I to jest właśnie przyszłość programu PHZ do 2020 roku. Wydaje się, że jeszcze nigdy świat himalaizmu nie zbliżył się do alpinizmu, a ten  nie stał się tak bliski taternictwu zimą. Zaczyna się to wszystko układać w jakąś całość, ciągłość, bez dziur i przepaści. Środowisko górskie zaczyna ze sobą współpracować na wielu płaszczyznach i to równolegle. I o to właśnie chodzi. Krok po kroku, step by step, coraz wyżej do 6-ciu tysięcy, ze szczególnym naciskiem na Alpy i  Tarty zimą.  Właśnie tego bardzo brakowało, wsparcia i sukcesów dla ludzi wspinających po kursie wspinaczki skałkowej i chodzących turystycznie zimą po kursie lawinowym, ale przed kursem wspinaczki taternickiej, jak i po nim. Wreszcie się to zmienia. To dobry kierunek. Ścieżek do świeżego powietrza ;) z Krakowa także! ;D Tak 3mać!  ;)

A tu link do kilku fotek z 12 KFG:
http://www.cog.org.pl/galeria/index.php/Wydarzenia/12-Krakowski-Festiwal-G-rski
« Ostatnia zmiana: Grudzień 12, 2014, 04:30:04 wysłana przez Maciek »

Norek

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Odp: Relacja z 12 Krakowskiego Festiwalu Górskiego 5-7.12.2014
« Odpowiedź #1 : Lipiec 23, 2015, 03:38:44 »
Witam,

zdecydowanie szkoda, że nie ma więcej takich imprez. Najlepsze w nich są możliwości spotkań ze znajomymi. Dawno nie odbyło się już nic ciekawe. Może warto coś zorganizować.
Aleksandra Watras psychoterapia, Kazimierza Wielkiego